cena taniego nauczyciela

…tylko jeszcze o tym nie wiesz. Branża uczenia indywidualnego przeszła długą drogę od początku lat 90-tych, kiedy jako ledwo nastolatek byłem posyłany na naukę polskiego do znajomej polonistki, pracującej na co dzień w liceum, a wieczorami po pracy dorabiającej do przerażająco skromnej pensji nauczyciela. Lata później, będąc na studiach, pierwszy raz usłyszałem o człowieku, którego jedyną pracą jest douczanie studentów, którzy niewystarczająco dużo wynieśli z zajęć i potrzebują wsparcia edukacyjnego z takich czy innych przedmiotów. To był też czas, gdy sam zostałem poproszony przez moich znajomych z grupy o pomoc w przygotowaniu ich do egzaminów DELF i DALF, co z sukcesem, ku mojemu własnemu zdziwieniu, wykonałem.

Parę lat później zauważyłem, że branża indywidualnego nauczania języków to już prawdziwy rynek, zaspokajający potrzeby różnych typów osób – uczniów / studentów potrzebujących doraźnej pomocy, osób dorosłych kontynuujących naukę rozpoczętą w szkołach językowych w celu wyjazdu lub pracy z językiem obcym. Towarzyszył temu coraz bardziej rozbudowany marketing, płatne ogłoszenia, portale pośredniczące (np. Italki na którym długi pracowałem), blogi tekstowe, a nawet videoblogi na YouTube. Dużo graczy na rynku i co za tym również idzie, duża rozpiętość cenowa. Przeszedłem przez fazę udzielania lekcji gratis, później za symboliczne pieniądze, nawet z dojazdem do uczniów. Całe lata gościłem też uczniów u siebie, w komfortowym zaciszu mojego mieszkania z widokiem na rzekę. Częstowałem kawą, herbatą, ciastkami, pożyczałem materiały dydaktyczne na wieczne nieoddanie. Budziłem, gdy ktoś po nocnej zmianie w pracy na recepcji w hotelu lub na kasie na stacji benzynowej nagle zasnął podczas lekcji. Drukowałem materiały, spisy, skrypty i ćwiczenia, rozdawałem długopisy, pożyczałem parasolki gdy pod koniec lekcji nagle zaczynał lać deszcz. Całe dnie, często od rana do wieczora, a w sobotę do południa; nierzadko dwie osoby mijały się w drzwiach. Na Skype rano Chińczycy przygotowujący się do programu imigracyjnego do Kanady, w południe Rosjanie marzący o Quebecu, późnym wieczorem Chińczycy próbujący jakoś odnaleźć się w tej Kanadzie, do której bardzo chcieli wyjechać. Kilkadziesiąt godzin tygodniowo, ponad 200 miesięcznie, w okolicach 2500 rocznie, dobrze ponad 20000 przez 10 lat. W dekadę wykonałem tyle godzin lekcji, ile liczy pensum państwowego nauczyciela szkolnego w czasie całej jego kariery.

Bez względu na to jakbym nie ułożył cennika, zawsze zdarzało się, że ktoś, kto jeszcze nie miał ze mną lekcji mówił lub pisał “o rany, jak drogo”. Po każdej podwyżce cen zawsze są pojedyncze osoby, które przerywają współpracę. Jeśli faktycznie mają zamiar nadal kontynuować naukę francuskiego, zawsze podpowiadam im jak zrobić możliwie dużo samodzielnie, jak ustrukturyzować dalsze etapy, jakich narzędzi użyć, by nadal się rozwijać od miejsca, w którym są obecnie. Czasami kontynuujemy wspólną pracę w sposób bardziej doraźny, spotykając się co kilka tygodni, gdy nagromadzi się trochę pytań i wątpliwości różnej treści. Przy podwyżkach cen zdarzają się też osoby mówiące “no w końcu!” i mają nadzieję, że dzięki temu zwiększy się ilość dostępnych slotów godzinowych.

I w zasadzie tu dotykamy tematu, który jest czynnikiem najsilniej kształtującym ceny : czas. Nauczyciele indywidualni zamieniają swój czas na wiedzę, za którą płaci uczeń. W szerszym aspekcie płacą też za lata nabywania doświadczenia, które pozwala ukształtować najlepsze metody nauki w świecie, który nauczyciela kształci przede wszystkim w kierunku pracy z grupami, a nie z indywidualnym uczniem. Dydaktyka w systemie 1 na 1 daje zupełnie inne możliwości i efekty niż praca grupowa. Pozwala na indywidualne podeście, na eksperymenty z nowymi materiałami, sposobami wyjaśniania, i odważniejszymi ćwiczeniami lepiej symulującymi prawdziwe warunki, w których korzysta się z języka. Ale są to umiejętności, metody i techniki wypracowywane z czasem i doświadczeniem, jeśli wykonuje się swoją pracę dydaktyczną z wyboru.

Uczeń płaci za lekcję nauczycielowi, ale ponosi też jeszcze oprócz tego inne, ukryte koszty. Wyasygnowanie godziny czasu z napiętego kalendarza osoby pracującej i mającej rodzinę, oraz dwóch lub trzech dodatkowych godzin dodatkowych do powtórzeń, utrwalania i wykonywania zadań domowych to istotny koszt. Jedni będą mogli go przeliczyć na ilość własnej pracy zarobkowej której nie zrobią ze względu na konieczność zajęcia się własnym rozwojem. Inni muszą zapłacić by dłużej przytrzymać opiekunkę do dziecka. Komuś innemu nie zepnie się terminarz i zamiast spokojnie ugotować obiad, będzie zmuszony go zamówić, co będzie go kosztować drożej w domowym budżecie. Część osób musi wybierać w rozwój jakich umiejętności zainwestować czas, ponieważ ze względu na to, że doba ma tylko 24 godziny nie mogą sobie pozwolić, by uczyć się wszystkiego, czego mogliby potrzebować, by ich kariera nie stała w miejscu. Trud intelektualny to też koszt, choć bardzo trudno mierzalny. Jedno jest pewne – wolimy, gdy nauka idzie łatwiej. Pod tym względem ludzie bywają przeróżni. Jedni wolą więcej rozumieć niż pamiętać, inni zaś odwrotnie – czują ulgę gdy dostaną coś do zapamiętania, zamiast rozumieć zawiłe dla nich koncepty budowy języka. Dobry nauczyciel ma optymalne rozwiązania zarówno dla jednych, jak i dla drugich. Dobry nauczyciel może dużo dużo więcej niż podpowie książka (która zazwyczaj ma być jak najbardziej uniwersalna, by sprzedać się w jak największej ilości egzemplarzy, być odpowiednia dla każdego typu zapamiętywania, a najlepiej zarówno dla nauki indywidualnej i grupowej, a nawet bez względu na to, jakim językiem ojczystym posługuje się uczeń). To powiedziawszy, sumarycznie, w mojej opinii to, co klient płaci nauczycielowi, to nie więcej niż 1/3 całkowitych kosztów nauki. Reszta to osobiście wykorzystany czas, którego nikt nam już nie zwróci, oraz wysiłek intelektualny wykonywany pod dyktando nauczyciela. Można bezpiecznie założyć, że osoba, która wybiera między dwoma nauczycielami, z których jeden jest powiedzmy 50% droższy od drugiego, tak w rzeczywistości kładzie na szali powodzenie swojego projektu, by zaoszczędzić kilkanaście procent kosztów. Triathloniści nie oszczędzają na butach, gdy przychodzi dzień, by pobiec IronMana. Szkoda by im było zmarnować cały ten wysiłek.

Posługiwanie się językiem to gra. Gra o to, by nawiązać i utrzymać komunikację. Są zasady (gramatyczne, ortograficzne), są zagrywki (słowa), są też auty, przewinienia i nietrafione rzuty. Nauczyciel języka to trener. Rzadko zdarza się, by właściciel drużyny, zapytany w wywiadzie o to, skąd wziął tak skutecznego trenera, odpowiedział “a, po prostu tani był”. To się nie zdarza. Dobry trener wie nie tylko jak przygotować zawodnika. Wie jak zrobić to skuteczniej niż przeciętny trener. Lepiej wykorzysta czas i wysiłek, jaki zawodnik musi włożyć w przygotowanie. Dobry trener widział wielu zawodników, wie jakich problemów, efektów, reakcji może się spodziewać dobierając taką czy inną strategię treningu. Pokaże zawodnikowi pułapki zanim się one pojawią. Wzbudzi w zawodniku pewność, że dana zagrywka z danym momencie jest najlepszym rozwiązaniem, tak by na boisku nie było cienia zawahania. Dobry trener wie też, że wiele innych drużyn chciałoby go dla siebie.

Dobry nauczyciel ma dobry marketing szeptany. Uczniowie polecają go swoim znajomym, rodzinie, kolegom ze studiów, koleżankom z pracy, czasami również nawet własnym klientom. Kalendarz się zapełnia, a gdy zbyt długo jest zbyt pełny, przychodzi czas by rynek zadecydował. Twarda rzeczywistość – zmiana cennika, ceny w górę. Nauczyciele zazwyczaj starają się to robić tak, by dotychczasowi uczniowi byli najmniej dotknięci, zwłaszcza Ci, którzy od samego początku są przygotowywani celowo do egzaminu. Nauczyciel, który ma niezmiennie niskie ceny, to niestety prawdopodobnie nauczyciel, który ma relatywnie mało osób “z polecenia”, a to już o czymś świadczy, lub nauczyciel o stale przepełnionym kalendarzu – co źle wpływa zarówno na skuteczność nauczyciela, jak również może generować problemy dla ucznia w postaci braku terminów dostępnych dla regularnej nauki. Może to też być “dorabiający” nauczyciel lub początkujący korepetytor. Każdy jakoś zaczynał, i praca z nauczycielem o nie za wielkim doświadczeniu też potrafi prowadzić do celu, ale jest duża szansa, że nie tak szybko i nieco bardziej wyboiście niż z kimś, kto zrobił już swoje “10000 godzin” i jest polecany przez zadowolonych uczniów. Jest duża szansa, że sumarycznie dwukrotnie tańszych lekcji będzie potrzebne dwukrotnie więcej, frustracje i niezrozumienia zajmą dwukrotnie więcej czasu na to, by je rozwiązać, i sumarycznie oszczędności finansowe będą zerowe, a nauka pozostanie w pamięci jako coś bardziej czasochłonnego i mniej satysfakcjonującego niż mogło by być.

Jak w takim razie najlepiej wybrać nauczyciela języka? Jeśli nie mamy nikogo z polecenia – potestować. Jeśli zależy nam na skuteczności, warto zebrać listę kilkunastu najdroższych (!) dostępnych nauczycieli, nawet jeśli są poza naszym budżetem. Jeśli nauczyciel przewiduje próbne spotkanie gratis, skorzystajmy z tego. Jeśli pierwsze lekcja takiego nauczyciela jest przekonywująca, możliwe, że warto zaryzykować i dać mu szansę. Jeśli nie możemy sobie pozwolić na regularną współpracę, spróbujmy poprosić o wskazówki i wytyczne do samodzielnej nauki, i możliwość ograniczenia współpracy do spotkać raz na kilka tygodni. Internet i dostęp do szalenie szerokich zasobów darmowej wiedzy mocno zmienił sytuację i moim skromnym taki system daje lepsze efekty, niż mało produktywne, ale cotygodniowe spotkania ze słabym nauczycielem. Jeśli dobre wrażenie o nauczycielu utrzyma się po 2-3 spotkaniach, pozostaje tylko trzymać się wyznaczonego kierunku. POWODZENIA! 🙂