praca z francuskim

Na osoby znające języki czeka praca z francuskim, warto wiedzieć gdzie jej szukać i jak ją zdobyć.

Dawniej sprawa była bardzo prosta – osoby z bardzo dobrą znajomością języka francuskiego mogły najczęściej zostać tłumaczami, nauczycielami lub przy odpowiedniej ilości samozaparcia i odpowiednich kontaktów ewentualnie wyemigrować do jednego z krajów francuskojęzycznych. Sytuacja zaczęła się zmieniać po roku 1990, kiedy to swoboda gospodarcza otworzyła możliwości dla prywatnych firm, które chciałyby produkty importować z lub eksportować do innych krajów, w tym tych, gdzie operuje się językiem Molière’a. Był to jednak w zasadzie nadal margines rynku pracy, i dużo bardziej pociągająca była wizja ułożenia sobie życie gdzieś, gdzie wypłata przychodzi we frankach lub w euro.

Rok 2004 i wielki przełom

Wejście Polski do Unii Europejskiej pociągnęło za sobą zacieśnienie współpracy gospodarczej ponad granicami państw europejskich i zawitała do naszego kraju branża opisywana tajemniczymi skrótami BPO/SSC. Pierwszy z tych skrótów odpowiada za określenie Businness Process Outsourcing, a drugi natomiast za Shared Service Center. Oba są bardzo podobnymi konceptami – chodzi o stworzenie centrum, które będzie świadczyło usługi biurowe, które muszą istnieć w każdej dużej organizacji (kadry, księgowość, windykacja, IT, logistyka) na rzecz innych oddziałów firmy (SSC) lub innym firmom (BPO). Powodem dla których się to robi jest skoncentrowanie wiedzy merytorycznej pod jednym dachem po to, by móc synchronizować i optymalizować procesy, które nie są głównym zajęciem firmy. Natomiast powodem dla którego się to robi w Polsce są oczywiście warunki zatrudnienia – nadal niższy poziom wynagrodzeń i mniej obciążające niż w innych krajach prawo pracy.

BPO/SSC a praca z francuskim

Co ma do tego praca z francuskim? Wg raportu ABSL z roku 2019, w tym sektorze pracuje obecnie w Polsce ponad 300 tysięcy osób, a w aż 74% takich centrów wykorzystuje się funkcjonalnie język francuski z uwagi na to, że klientami dla których świadczone są usługi są firmy z krajów francuskojęzycznych. Ten fakt, w połączeniu z relatywnie dużymi możliwościami rozwoju jakie daje duża firma i konkurowaniem firm między sobą o doświadczonych pracowników może być interesującą perspektywą dla kogoś, kto nie koniecznie widzi się przy szkolnej tablicy ani klepiącego pół dnia CTRL-T w Tradosie. Jest to często nawet droga dla wielu osób, które język znają w stopniu niższym niż werbalnie komunikatywny, ponieważ większość tych firm wynajmuje prywatnych nauczycieli do prowadzenia wewnętrznych kursów podnoszących kwalifikacje językowe. Jest praca z francuskim, to są też na miejscu lekcje z tego języka.

No dobrze, i co z tego?

Celem tego artykułu nie jest zachęcanie do pójścia do pracy w korporacji, tylko dlatego, że tam akurat jest praca z francuskim. Obserwuję rozwój tej branży od roku 2004, ponieważ był to również rok w którym ukończyłem studia, i część z moich znajomych, którzy nie wyjechali wówczas do UK czy Francji dość wcześnie wskoczyła do windy z napisem BPO. Ale dopiero w zasadzie od 10 lat śledzę ten sektor dużo bliżej, ponieważ zdarza mi się przygotowywać chętnych do zmiany kierunku kariery, i wielu z moich klientów zwyczajnie na początku nie wiedziało (!), że istnieją takie możliwości na rynku pracy, ani jakie są oczekiwania pracodawców, a zupełnie już nie wiedzieli co ich czeka gdy nowa praca z francuskim stanie się ich codziennością. Ponieważ nie lubię robić niczego “byle jak”, przez kilka miesięcy chodziłem nawet na wszystkie rozmowy rekrutacyjne do centrów BPO/SSC na które zostałem zaproszony, nie dlatego, że interesowała mnie praca z francuskim, ale po to, aby dobrze poznać przebieg takich rekrutacji, i móc lepiej przygotować do nich moich uczniów i klientów. Celem tego artykułu jest przede wszystkim wyjaśnić, że w dużych i średnich miastach dynamicznie rozwija się pewien typ przedsiębiorstw, których funkcjonowanie wymaga zatrudniania relatywnie dużej ilości osób znających języki.

OK, ale pewnie coś oprócz języka trzeba umieć?

I tak, i nie. Stanowiska specjalistyczne są oczywiście znacznie lepiej płatne, ponieważ mniejsza podaż specjalistów ustawia poziom wynagrodzeń dużo wyżej niż np. w rolach, w których bazą jest język obcy + ogólne narzędzia biurowe, i gdzie wstępne przeszkolenie trwa tydzień czy dwa. Obsługa klienta, księgowanie należności, miękka windykacja czy też administracja HR będą miały najniższy kompetencyjny próg wejścia, natomiast główna księgowość czy rozwój produktów IT to już zupełnie inny poziom specjalizacji, aczkolwiek w obecnym czasie metodyka przygotowania junior software developera jest tak rozwinięta, że w zasadzie po 2 miesiącach wiele osób jest gotowych do rozpoczęcia kariery programisty; jakkolwiek dla wielu “humanistów” będzie się do zdawało paradoksalne, to gdy startuje się od kompetencyjnego zera, praca programisty jest zauważalnie szybsza do zdobycia niż praca z francuskim.

Relatywnie często zdarza mi się przygotowywać z sukcesem do rekrutacji w korporacji studentów filologii, którzy po roku czy dwóch zauważają, że prawdopodobnie są w złym miejscu. Od pierwszego “strzała” praca z francuskim w BPO okazała się w zasięgu ręki dla między innymi przedszkolanki, psycholog więziennej i absolwentki technikum hotelarskiego, choć rodzina i znajomi pukali się w głowie słysząc o ich planach zmiany kierunku zawodowego. Nikt będąc dzieckiem nie marzy o tym, by być “facilities supply chain operations coordinator”, ponieważ jest to jedna z wielu ról potrzebnych wewnątrz dużych organizacji, ale zupełnie nieznana osobom spoza świata dużych firm. A te stanowiska istnieją i wszystko wskazuje na to, że sektor ten jeszcze przez pewien czas będzie dynamicznie się rozrastał.

Z uwagi na to, że dość często jestem bombardowany telefonami kontaktują się ze mną rekruterzy w nadziei że mnie, lub ktoś z osób o których wiem, że znają język francuski, interesowałaby biurowa praca z francuskim, wykorzystuję to do podpytania o to, co powinienem podpowiedzieć moim uczniom jeśli chodzi o przygotowanie się do roli kandydata. Powtarzające się punkty w kolejności częstości występowania :

  1. Francuski przede wszystkim poprawny w piśmie.
  2. Angielski na tyle dobry, by móc sprawnie prowadzić komunikację mailową i rozumieć wewnętrzne narzędzia informatyczne firmy.
  3. Excel – im wyższy poziom wtajemniczenia tym lepiej, ale tabele przestawne to w zasadzie minimum. Ewentualna znajomość VBA też często potrafi się przydać lub wręcz otworzyć drogę do bardziej ambitnego stanowiska.
  4. SAP. W wielu firmach przemysłowym system SAP jest szkieletem całej organizacji. Tu też im więcej tym lepiej.
  5. Inne języki obce, nawet z tych mniej popularnych. Duże firmy działające globalnie mają duże zespoły do języków popularnych i małe, czasem jednoosobowe zespoły do języków bardziej egzotycznych. Osoba, która w razie potrzeby będzie mogła być zastępstwem np. w razie nagłej niedyspozycji ich jedynego człowieka z językiem estońskim z pewnością może być dla firmy bardziej pożądanym kandydatem.
  6. Jeden ze współczesnych języków programowania. Tu chyba nie ma zaskoczenia, umiejętności w tym zakresie zmieniają natychmiast rozmowę.

Jeśli nie korpo, to co?

Na korporacji świat się oczywiście nie kończy, i oprócz sektora dużych międzynarodowych firm jest oczywiście też sporo średnich lub małych przedsiębiorstw, które działają na szerszą skalę. Każda firma podbijająca rynki francuskojęzyczne będzie potrzebowała przynajmniej kogoś na etapie od marketingu do zamówienia, kto jest sprawnie pracować z klientem w jego własnym języku. Kombinacja język B2 + kompetencje dobrego handlowca to w obecnych czasach całkiem silny oręż. W przypadku firm oferujących bardzo spersonalizowane produkty, nacisk na umiejętności językowe handlowca, inżyniera sprzedaży lub inżyniera produktu jest jeszcze większy. Jeśli charakter produktu wymaga wsparcia klienta w jego instalacji, uruchomieniu lub wdrożeniu, praca z francuskim z lokalnego biura przenosi się w podróż służbową by wesprzeć klienta w tym procesie.

Raz na jakiś czas zdarzają się też międzynarodowe targi i prezentacje. I tam zewnętrzny wynajęty tłumacz mógłby nie być wystarczająco kompetentny, wtedy konieczny jest francuskojęzyczny człowiek dobrze wtajemniczony w detale tego, co firma oferuje. Osobnym tematem są też firmy działające w branżach, gdzie większość sprzedaży odbywa się w systemie zamówień publicznych (wyposażenie biur, osprzęt dla służb drogowych i mundurowych, elementy infrastruktury, aż po autobusy, tramwaje i pociągi). Tam kluczowym elementem jest dobra znajomość lokalnego prawa zamówień publicznych i wytatuowany na przedramieniu napis “J’♥ CCTP“. No może to ostatnie nie koniecznie, ale umiejętność czytania dokumentów przetargowych i znajomość prawa w tym zakresie w niektórych firmach jest na wagę złota.

Jaki jest morał z tego wszystkiego?

W świecie, w którym jesteśmy połączeni zarówno internetem jak i międzynarodowymi łańcuchami dostaw, pozycja osób znających przynajmniej jeden język obcy (nie tylko francuski) na rynku pracy jest zupełnie inna niż mogą to podpowiadać nasi rodzice, których istotna część kariery zawodowej przypadła na epokę Commodore 64 i marzenia wyrwania się za zachodnią granicę. Języki obce są potrzebne jak nigdy wcześniej i w dużo większej ilości zastosowań niż tylko tłumacze, nauczyciele i przewodnicy wycieczek. Internet poza możliwością oglądania filmów ze słodkimi kotkami daje też łatwiejsze niż kiedykolwiek możliwości zdobycia komplementarnych kompetencji (patrz Udemy), które w połączeniu z językiem dadzą solidną bazę do kariery o szerokich perspektywach.

Raporty na temat rynku pracy z których pobrane zostały przytoczone dane (i ogólnie warte przeczytania) :