rzeczy

…(i 5 innych rzeczy, które katuje się w szkole, ale nie wpływają na komunikatywność).

Rzeczy ważne i ważniejsze

Ucząc się języków warto pamiętać o tym, że ich opanowanie jest procesem stopniowym i nikt nie umie w danym języku “wszystkiego”, nawet jego rodzimi użytkownicy. Każdy mówi trochę inaczej, każdy ma inny zasób słownictwa, poziom oczytania, inny styl wyrażanie myśli, ulubione rzeczowniki, przymiotniki, czasowniki, itp. Każdy też w dzieciństwie zaczynał od bardzo podstawowych słów. Wszyscy natomiast są w jakimś tam stopniu zdolni do używania swojego rodzimego języka jako narzędzia komunikacji, bazując na pewnym wspólnym mianowniku, pewnym trzonie wiedzy pozwalającym w ogóle rozpocząć korzystanie z języka.

Oprócz tej podstawowej bazy wiedzy, każdy język posiada pewne kluczowe elementy, których nieznajomość lub zignorowanie będzie uniemożliwiała budowanie jednoznacznych wypowiedzi, nawet przy rozbudowanym słownictwie, poprawnej gramatyce, itp. Często spotykam się z tym, że moi nowi średnio-zaawansowani uczniowie, którzy do pewnego punktu uczyli się francuskiego w szkole (publicznej lub językowej) nie byli odpowiednio “pilnowani” (jak to w nauce grupowej często bywa) i na własną rękę “uprościli” sobie swój francuski, pomijając pewne elementy, które sprawiały im trudności. O dziwo, czasami nawet takie osoby legitymują się zdana maturą rozszerzoną z francuskiego, ale gdy są we Francji, to miejscowi wolą z nimi rozmawiać po angielsku (!). Taka sytuacja bierze się zazwyczaj z problemów z którymś z kluczowych elementów języka francuskiego (lub kilkoma jednocześnie).

Oto 5 rzeczy, których trzeba ściśle pilnować używając języka francuskiego (w mowie) :

  1. Różnica brzmienia między “e” akcentowanym a “e” nieakcentowanym. Je fais to nie to samo co J’ai fait. Le livre nie może brzmieć tak samo jak les livres.
  2. Różnica brzmienia między “u” a “ou”. W 9 przypadkach na 10 złe trafienie w brzmienie “u” lub “ou” oznacza trafienie w jakieś inne istniejące słowo. Zdanie często pozostaje poprawne, ale jego sens staje się dziwny lub wręcz absurdalny. Jest duża różnica między nous a nus.
  3. Omijanie rodzajników. Jeśli rodzajniki w jakimkolwiek języku są realnie potrzebne, to jest to właśnie język francuski. Dzieje się to dlatego, że we francuskim zazwyczaj nie słychać liczby mnogiej w samym rzeczowniku. Rodzajnik jest zatem potrzebny, by przekazywać w mowie, czy mówiąc /tabl/ mamy na myśli table czy tables.
  4. Brak jasno podanego podmiotu w zdaniu. Język polski nie wymaga od nas podawania za każdym razem podmiotu. Zdanie “Idę do kina” jest równie zrozumiałe co “Ja idę do kina”. Dzieje się to dlatego, że odmiana dla każdej osoby brzmi inaczej, więc już po samym czasowniku potrafimy rozpoznać typ podmiotu. Po francusku nierzadko 3, lub nawet 4 z 6 odmian czasownika brzmią jednakowo. Słowo wypowiadane /mąż/ może być odmianą czasownika manger w pierwszej, drugiej, trzeciej lub trzeciej osobie mnogiej, ale bez jasnego podania osoby, która wykonuję tę czynność, nasz rozmówca nie będzie w stanie tego zgadnąć.
  5. Ignorowanie “liaison” w miejscach, gdzie Francuzi potrzebują tej dodatkowej spółgłoski, aby jednoznacznie zrozumieć przekaz – kolejna z rzeczy, bez których ciężko jest się porozumieć. Statystycznie rzecz biorąc, w większości sytuacji dokładanie spółgłoski na początku słowa zaczynającego się w od samogłoski (inaczej znane też pod nazwą zasady “liaison” jest zabiegiem poprawiającym brzmienie. Ale nierzadko zdarzają się też sytuacje, gdzie brak tego dodatkowego dźwięku spowoduje, że nasz przekaz będzie bez żadnego zająknięcia zrozumiany opacznie. Dotyczy to w zasadzie tylko dźwięku “z” w sytuacjach, gdy jest on wykorzystany by dało się usłyszeć liczbę mnogą. Ils habitent nie może brzmieć jak il habite, jeśli chcemy być odpowiednio zrozumiani. Les écoles bez liaison brzmi jak nieco niezdarne L’école. Nie da się tego pominąć i mieć nadzieję, że Francuz, Belg czy Szwajcar po prostu się domyśli.

Rzecz mniej ważne, niż można by podejrzewać

A teraz jako bonus kilka rzeczy, które w miarę bezpiecznie można podczas rozmawiania sobie uprościć, mimo tego, że w szkole zapewne nauczyciele bardzo przywiązywali do nich wagę.

  1. Różne rodzaje akcentów nad “e”. Czy w zapisie będzie é, è, czy ê, komunikacja niespecjalnie ucierpi, jeśli wszystkie będziemy wymawiać jak zwykłe polskie “e”. Tyczy się to też innych samogłosek “ze znaczkami”, jak np à, â, î, ô, ù, û. Wymawianie ich tak samo, jak ich francuskie bezakcentowe alfabetyczne odpowiedniki jest OK.
  2. Nieakcentowane “e” w środku słowa. Francuzi często zjadają nieakcentowane “e” gdy stoi ono w środku słowa, zwłaszcza gdy mówią szybko. Dobrym przykładem na ten fenomen jest forma w jakiej do polskiego przeszło słowo “boulevard”. We francuskim jest to słowo 3-sylabowe, ale najczęściej czytane jak 2-sylabowe (z pominięciem nieakcentowanego “e” w środku). W takiej też postaci przeszło do języka polskiego – mamy słowo “bulwar”, a nie “bulywar”. Po francusku spotykane są obie wymowy, i to samo tyczy się wszelkich innych słów zawierających w środku nieakcentowane “e”. W mowie potocznej spotyka się też zjadanie tego dźwięku przy sekwencjach jednosylabowych – je m’apelle bywa wymawiane zarówno /żymapel/ jak i /żmapel/. Także nadgorliwość nie jest tu aż tak bardzo uzasadniona, są we francuskim inne ważniejsze rzeczy.
  3. Gardłowe “r”. Dla wszystkich mających kłopoty z naśladowaniem Edith Piaf i jej fenomenalnego, jakże charakterystycznego dla języka francuskiego gardłowego “r” mam 2 dobre wiadomości – pierwsza – najłatwiej nauczyć się tego dźwięku czytając na głos tekst i podmieniając każde “r” na “h” aż gardłowe “r” zacznie pojawiać się samo. Druga wiadomość – jest wiele regionów we Francji gdzie normą jest normalne “r”, takie jak znamy z języka polskiego, i wszyscy się na wzajem rozumieją.
  4. Subjonctif. Wielu z moim uczniów obiera sobie za punkt honoru opanowanie subjonctif, jakby był to ostateczny boss do pokonania w grze komputerowej aby móc dokończyć ostatnią misję. Mam dla nich dwie informacje – dobrą i złą. Zła to taka, że to wcale nie jest najtrudniejsza rzecz we francuskim, ani tym bardziej ostatnia do opanowania. Dobra to taka, że generalnie inwestuje się w ten temat o wiele więcej emocji i uwagi niż jest to warte. Spokojnie, bez pośpiechu, po kawałku.
  5. Czasowniki, jak najwięcej czasowników, najlepiej wszystkie. Jest ostatnio jakaś moda w szkołach, by zasypywać uczniów taką ilością czasowników, aby ich przygnieść na amen. Tak by nie tylko nie wstali, ale nie mogli nawet kiwnąć małym palcem u nogi. Rozumiem taką strategię w przechowalni dla prawie-dorosłych liceum, gdzie nauczyciel musi przede wszystkim spacyfikować grupę kilkunastu nie koniecznie chętnych do współpracy młodych ludzi, a nie uczyć rzeczy istotnych. Ale zadawanie nauczenia się czasownika édenter (pamiętam uczennicę na poziomie A2, która miała sprawdzian z tego) gdy leży po całości wszystko, co może przydać się do złożenia jakiegoś zdania dłuższego niż najprostsze (mowa zależna, zaimki względne, konektory logiczne) to pomysł daleki od skutecznego uczenia języka, który ma być narzędziem komunikacji. Francuski zawiera sporo czasowników (ok. 8000), znajomość 1% pozwala już na zdanie poziomu B1, na C1 trzeba umieć dobrze używać około 3%. Warto mądrze wybierać te, którymi wypełnimy swoją (zawsze ograniczoną) przestrzeń w głowie, a resztę po prostu odpuścić; przynajmniej do momentu gdy nie okaże się, że któryś jest akurat dodatkowo potrzebny np. ze względu na naszą specjalizację zawodową.